piątek, 2 stycznia 2015

I


 Flowers in her hair,
demons in her head.
Muszę ich zniszczyć,
Pan każe mi ich zniszczyć,
zniszczę ich!
Muszę ich powstrzymać.
Stanęłam za drzwiami swojego pokoju, hm chyba lepszym określeniem będzie słowo cela. Więc stanęłam za drzwiami swojej celi i czekałam.
Wiedziałam, że przyjdzie.
Musi przyjść!
Zawsze o tej porze przychodzi z "pysznym" obiadkiem, którego i tak nigdy nie jem. Prawie nie potrzebuję jedzenia, żeby normalnie funkcjonować. Wystarczy woda.
Ludzie pracujący tutaj muszą być strasznie głupi  jeżeli myślą, że nie rozgryzę sposobu funkcjonowania tego obiektu.
Tak, jestem w jebanym psychiatryku.
Nie, nie jestem obłąkana.
I brawa dla mnie punktualnie o 14;17, jak co dzień, drzwi do mojej celi (te drzwi mają siedem zamków chyba ich pogrzało) zaczęły się otwierać.
Bardzo dobrze słyszałam każdy zgrzyt towarzyszący odblokowywaniu się kolejnego zamka. Ostatni klik i widzę oraz słyszę jak drzwi z głośnym zgrzytem otwierają się. Na początku wjeżdża wózek z jedzeniem a za nim wchodzi jedna z pielęgniarek.
Tak, ona jest jedną z NICH.
Przekracza próg mojej celi.
-ZABIJ!- słyszę głos dochodzący znikąd.
Rzucam się na kobietę przygważdżając ją do ziemi. Zacisnęłam rękę na jej szyi. Po woli napawając się tym, że właśnie pozbawiam jej życia.
Widzę strach w jej oczach. Wiem, że jest spowodowany nie tylko tym, że jest właśnie duszona, ale widzi moje oczy.
Tak, całe czarne. Są takie zawsze gdy Pan przejmuje kontrolę nad moim ciałem.
Przestała oddychać. Podniosłam się, pochyliłam nad moim "wygodnym" oraz "mięciutkim" łóżkiem i wyciągnęłam scyzoryk spod materaca. Podwinęłam jej bluzkę i wycięłam na jej brzuchu znak mojego Pana.

Schowałam jej ciało pod łóżkiem. Wyszłam z celi. Szłam pustym korytarzem, kierując się do drzwi ze znakiem EXIT. Moja ręka już popychała wielkie drzwi, gdy nagle pojawiło się czterech facetów w mundurach. Trójka mnie obezwładniła a czwarty wbił mi w ramię igłę ze środkiem usypiającym. Pociemniało mi przed oczami. Straciłam przytomność.
***
Budzę się w jasnym pomieszczeniu.
Ściany, podłoga i sufit pokryte są czymś miękkim. Moje ręce są skrępowane.
- Że co kurwa?! Znowu ta jebana izolatka?! – ja pierdole, traktują mnie jak jakąś psychopatkę. Zaraz to jest psychiatryk a ja podobno jestem opętana haha – O nie, ja nie będę się rzucać po ścianach jak te wszystkie popaprańce.
Usiadłam na ziemi w siadzie skrzyżnym i czekałam. Sama nie wiem na kogo i po co.
*Kilka godzin potem*
- Do cholery jasne wypuśćcie mnie stąd! Mam wam tu kurwa w gacie narobić?! Muszę do toalety!!!- krzyczałam już pewnie dobre 15 minut, ale wszyscy mają to w dupie.
Nic.
Zero.
Żadnej reakcji.
-No trudno! – powiedziałam wyraźnym aczkolwiek spokojnym głosem
Wstałam i już miałam załatwić gdy nagle drzwi do tego okropnego pomieszczenia otworzyły się. Stanął w nich młody chłopak, zbyt młody jak na pracownika tej instytucji. Miał blond włosy i piękne niebieskie oczy. Hey, hey! Samantha nie zapędzaj się! Czy jest jednym z NICH? A może to Anioł? Nie potrafię go rozpoznać!
- Chodź Samantha – powiedział i otworzył drzwi szerzej przepuszczając mnie przez nie.
Stanęłam w miejscu i wyczekującym wzrokiem patrzyłam się na niego.
- Chciałaś iść do toalety, prawda? Droga wolna. – wykonał gest ręką wskazując na długi korytarz.
-Ręce – wypowiedziałam jedno słowo, ale byłam pewna, że wiedział  o co chodzi.
- A, sorry. – mruknął pod nosem i podszedł do mnie. Odwrócił mnie tyłem do siebie i rozpiął kłódkę która trzymała moje ręce związane.
Nie dziękując ruszyłam korytarzem w kierunku łazienek po drodze rozmasowując obolałe ręce. Czułam, że nadal idzie za mną. W drzwiach do toalety stanęłam i odwróciłam się do niego przodem. Patrzyłam wyczekująco na blondyna unosząc jedną brew do góry w geście irytacji.
- No dalej! – ponaglił mnie znudzonym głosem
- Chyba śnisz! – prychnęłam – Przy tobie się nie załatwię!
- Ugh – warknął najwyraźniej zirytowany moim zachowaniem – Pielęgniarka! – zawołał głośno.
Po chwili zjawiła się jedna z najgorszych pielęgniarek.
- Przypilnuj jej tam – powiedział pokazując głową na toaletę
Weszłam do środka a za mną ten babsztyl, pielęgniarka zamknęła drzwi.
- Mogłabyś się łaskawie odwrócić chociaż? – nie będę się załatwiać, gdy ta obrzydliwa ropucha na mnie patrzy! FU!
- Nie utopię się przecież w tym kiblu – powiedziałam ironicznie i wpatrywałam się w nią ze złością i odrazą.
-Dosyć tego! Nie będziesz mnie tak traktować smarkulo! – zawołała wyciągając strzykawkę z kieszeni fartucha, już wiedziałam co to jest – Nie boję się ciebie i tych twoich demonów, które sobie wymyśliłaś ani jakiegoś tam Pana! – zaczęła się śmiać. 
Zaczęłam się do niej zbliżać z miną seryjnego mordercy. Gdy nagle strzykawka po raz kolejny wylądowała w moim ramieniu. 
Osunęłam się na ziemię i nastała ciemność.
***
Budzę się. Próbuję wykonać jakikolwiek ruch, ale nie mogę.
Jestem przywiązana do łóżka. No świetnie! Zaczęłam się szarpać, ale to nic nie dawało. Pasy są skórzane i tylko podrażniły moje nadgarstki.
- Obudziła się - usłyszałam głos ochroniarza.
Drzwi do mojej pierdolonej celi się otworzyły. Wchodzi ten sam chłopak o blond włosach i błękitnych oczach. Kojarzę go, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć skąd!
-Witaj Samantha - uśmiechnął się - Chcę z tobą porozmawiać, poczekaj rozwiążę cię.
- Nigdzie się stąd nie ruszam - odpowiedziałam z kpiną w głosie.
Odłożył swój notes na krzesło i podszedł do mnie. Zaczął mnie rozwiązywać. Zadziwiające było, że robił to delikatnie, a nie tak jak inni pracownicy tego miejsca. Poczułam wielką ulgę gdy moje ręce były wolne.
 - Dziękuję, tutaj jeszcze nikt nie był taki miły dla mnie - powiedziałam i usiadłam na łóżku podkurczając nogi. Uśmiechnął się.
- Więc jak się czujesz? - zapytał
-A po co mam ci to mówić skoro to i tak cię nie interesuje?! W ogóle to kim ty jesteś, że masz czelność o to pytać?! - wrzasnęłam zła.
- Oh, interesuje - zaśmiał się - ponieważ jestem twoim nowym terapeutom. - prawie zadławiłam się własną śliną
-Co kurwa?! Ty?! Ja nie chcę! Chcę Amy! Ona była dobra! Nawet Pan ją lubił! Nie była zła! Chcę Amy! - zaczęłam wrzeszczeć
-Uspokój się dziewczyno! Nie chcę ci nic zrobić! - cały czas coś notował
-Czy mógłbyś odłożyć ten notes?! - ten gość działał mi na nerwy - Amy tak nie robiła! Po prostu słuchała! Ja chcę Amy!
-I dlatego jest teraz w trumnie?! - powiedział ostrym tonem
-Nie! To nieprawda kłamiesz! - zaczęłam szybko chodzić w kółko po pokoju
-To prawda i musisz się z tym pogodzić
-Za dużo mówisz- powiedziałam wypranym z emocji głosem. Pan przejął kontrolę nad moim ciałem-Wylądujesz tam gdzie jest teraz Amy.- oznajmiłam i rzuciłam się na niego. Nie zdąrzyłam nic mu zrobić, ponieważ zjawiła się ochrona i ta pielęgniarka. Obezwładnili mnie.
-Mam zastrzyk panie Horan - haha ona śliniła się na jego widok.
-To nie będzie potrzebne - odparł nawet na nią nie patrząc.
-Ale proszę pana - nie dokończyła, bo jej przerwał
-Powiedziałem coś! Nie może przyjmować tyle tego świństwa.
-Więc co? - zapytała zrezygnowana
-Kaftan - odpowiedział i zaraz potem wyszedł z mojej celi zostawiając mnie z nimi.
Założyli mi to. Oczywiście nie obyło się bez szarpaniny.